Jest co celebrować. To był dobry rok dla mnie. Nie tylko ustałam w swoim miejscu, ale zrobiłam też kroki do przodu. Jestem sobie ogromnie za to wdzięczna, ale także i osobom, które mi w tym towarzyszyły.
Życzę sobie samej w przyszłym roku więcej radości istnienia w tutaj i w teraz. Bo mi wolno, bo mogę, bo wybieram.
U-rodziny:
To była zima stulecia, rok 1978.
Byłam pierwszym dzieckiem moich rodziców.
Moja mama czekała na poród już od jakiegoś czasu w szpitalu. Tata nie dotarł na czas, utknął w zamarzniętej Zatoce Gdańskiej próbując wejść do portu (był marynarzem).
Urodziłam się szybko, w 20 minut. Byłam malutka, ważyłam 2,4kg. Lekarz pokiwał głową i powiedział do mojej mamy: 'Mała ale silna’. Mimo to wpakował mnie do inkubatora, doświadczenie, które zdeterminowało mój układ nerwowy na wiele lat do przodu.
Babcia dojechała ze wsi Zwierzyn pod Gorzowem Wlkp. kilka dni później. Mówiła: 'Sztukowałam poduszkę, taka mała byłaś’.
Przyszła Ciocia, siostra mamy i na mój widok rzekła: 'W życiu nie widziałam tak brzydkiego dziecka’.
Wreszcie dojechał tata, za oknem sypał śnieg.
Takie to było.
Miłego dnia dla Was, Magdalena


